Tytuł nieco przewrotny, choć o tacierzyństwie właśnie będzie. Otóż i owóż mam za sobą niemal dwa tygodnie odpoczynku po zakończeniu współpracy z Young Digital Planet i czas na podsumowanie.
Pracowałem dla Y. ponad dwa lata. Bardzo dużo się nauczyłem, wiele zobaczyłem, poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi i ogólnie fajnie było. Odszedłem bo przestałem widzieć możliwość rozwoju a zawodowa, suta emerytura mi się jeszcze nie marzy.
Przez te dwa lata udało się nam (to ważne – mieliśmy fantastyczny zespół) zrobić mnóstwo fajnych rzeczy, drugie tyle albo i więcej utknęło gdzieś tam w korporacyjnych trybach. Jest jednak jeden projekt, do którego mam stosunek szczególny. Im więcej o nim myślę, tym bardziej pasuje mi do opisu metafora rodzicielstwa.
Nabiegałem się przy poczynaniu yTeach’a no i niestety – otrzymał tylko połowę moich genów. Usability ma po matce. Ale nie ma co narzekać, jak był niemowlakiem było znacznie gorzej. Jak wyrósł ze śpioszków to matka zaczeła go wbijać w beznadziejne ciuszki – prosiłem, błagałem, pokazywałem ładne wdzianka innych dzieci. Na nic. Mówiłem, że za wcześnie żeby posyłać go do przedszkola . Wysłała go jak jeszcze pieluchy nosił. Mimo wszystko to dobre dziecko – jeżeli tylko inne dzieci go nie stłamszą to wyjdzie na ludzi. Ojczym, który obecnie odpowiada za jego wychowanie to bardzo sensowny facet. No i wnętrze yTeach ma super – tu matka spisała się na medal. No życzę chłopakowi wszystkiego najlepszego po prostu – ma szansę, matka nie taka znowu zła, a i ojciec braki genetyczne połatał na ile się dało. Fajnie by było gdyby został kimś znaczącym.


