Świat przysypany białym puchem, mam bąble na rękach od odśnieżania, dzień krótki, a ja ciut ponad rok temu jadłem sobie świeże czereśnie w grudniu. Poniżej kilka zdjęć z Santiago de Chile. Zimie mówię stanowcze NIE!
Nad Andami
Gdyńsko
Szlag by trafił te klimatyzatory
Nowe ze starym
Klimatyzatory!
Poziom ulicy
I ku krawędziom kanionu
Krawędź faluje
Ten sam budynek w innej perspektywie
Ot, podmiejski widoczek
Budynki w Santiago potrafią ładnie rozpływać się w niebie
Graliście w Grand Theft Auto kiedyś? Dużo światła, sto-kilka mil na godzinę i klimat GTA na zdjęciu gwarantowany.
Maipu – stara osada franciszkańska, teraz targowisko z cepeliowym mydłem i powidłem.
Jak zawsze niezawodny Techcrunch (a raczej Crunchgear) uświadomił mi, że poprzedni wpis trąci nieco archeologią. Otóż nie tylko badania schodzą pod strzechy. Istnieją również ustrojstwa rejestrujące aktywność komórkową (w sensie: telefoniczną) i synchronizujące ją z galwanicznymi reakcjami skóry, dzięki czemu komputer “wie” w jakim to jesteśmy aktualnie nastroju i co się do tego mogło przyczynić… .
Bardzo ciekawe ustrojstwo – mysz mierząca galwaniczne reakcje skóry. Muszę kiedyś w końcu usiąść i uporządkować swoją wiedzę o badaniach użyteczności (??? jak się tłumaczy “usability”?) i innych parametrów aplikacji komputerowych – jeszcze chwila, jeszcze momencik i internet stanie się głównym kanałem sprzedaży dóbr “ponadpodstawowych”.
Swoją drogą – do niedawna drogie metody badawcze trafiać zaczynają “pod strzechy”. Z jednej strony świetnie – potanieją badania. A z drugiej – czy ja aby na pewno chcę, żeby domorośli badacze brali się za badania reakcji psychofizycznych człowieka?
Jako, że “robię w edukacji” to mam okazję obserwować postęp (lub regres) technologiczny w szkołach. Zdarzają się wynalazki przelatujące przez szkoły jak meteoryt – błysną przez chwilę, a potem wszyscy o nich zapominają. Ale zdarza się też zobaczyć coś fajowego. Fajowe sa na przykład interaktywne tablice albo kilkuletnie dzieciaki z zapałem tworzące podcasty za pomocą prostych narzędzi dostepnych każdemu z nas. No i własnie mój nos wyczuł, a oczy ujrzały na Engadget.com kolejną fajną rzecz – interaktywny stół. Co prawda nie ma to jak dokumentnie upstrzyć się plakatówkami (i wyrzucić koledze tornister przez okno) ale to chyba juz tylko sentymenty zgreda – przyszłość to jednak gadżety tego typu.
Google wypuściło nową zabawkę pozwalającą sprawdzać siłę słów kluczowych. Sprawa jest o tyle ciekawa, że stanowi spory wyłom w murze otaczającym wiedzę tajemną i pilnie strzeżoną o marketingu w wyszukiwarkach internetowych (SEM).
Dzięki Google Insights for search możemy posprawdzać sobie jak często ludzie w danym okresie i na danym obszarze wyszukiwali z użyciem Google jakieś słowo (frazę) kluczowe. Niby niewiele a cieszy. Tym bardziej, że jak znam Google’a to za rok będzie to pełnowymiarowe narzędzie zagrażające bytowi ludzi żyjących z tajemności wiedzy o SEM.
Na obrazku górny wykres to częstości zapytań o słowo kluczowe resources pochodzących z rynku brytyjskiego i skategoryzowanych jako pochodzące z sektora science (zaróżowiono okres od maja do lipca). Poniżej wykres częstości wizyt z pewnego brytyjskiego portalu z zasobami edukacyjnymi (od maja do lipca).
Ekipa TechCrunch’apostuluje budowę prostego, taniego tableta. Idei nic tylko przyklasnąć – taki komputerek zaspokoiłby większość moich potrzeb mobilnych, resztę mógłbym swobodnie mieć w blaszaku.