Swego czasu wymyśliłem dwie nazwy dla produktów językowych, obie zostały odrzucone przez “elementy decyzyjne”. Pierwsza miała być nazwą słowniczka obrazkowego dla dzieci – Vocabie. Rzucam, bierzcie jak komu się podoba (z zachowaniem moich praw jako wymyślacza).
Druga zaś niedawno do mnie wróciła w trakcie nadrabiania zaległości na TechCrunch’u. Otóż i owóż postulowałem, żeby linię kursów ogólnych/całościowych do nauki języków obcych nazwać Babilo. Padło, bo wieża Babel to w końcu nie do końca pozytywnie kojarząca się historia. A tu proszę: Babbel.


0 odpowiedzi jak dotąd ↓
Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.